Author Topic: Lindgren/Åkesson | Lopez/Axenrot  (Read 16322 times)

0 Members i 1 Gość przegląda ten wątek.

deluminathor

  • Mourner
  • Global Moderathor
  • *
  • Posts: 2328
  • Karma: +0/-0
  • Gender: Male
  • När vintern kommer...
    • Progressive-Bolt
Odp: Lindgren/Åkesson | Lopez/Axenrot
« Reply #45 on: 2009-08-23, 17:10:25 »
Ale najgorsze jest to, że skromność została zastąpiona pychą i przechwałkami jacy to oni nie są znani i kochani. Trochę mnie to irytuje, choć z drugiej strony pasuje do teorii, że Opeth pod względem klimatu skończył się na Damnation... :-k
Wydaje mi się, że trochę mylisz pojęcia. Dla mnie jest spora różnica między pychą, a pewnością siebie i obyciem na scenie (a, że przez ewolucję Majka pod tym względem wg Ciebie zmienił się klimat koncertów Opeth, no cóż taki kontakt z publiką nie sprzyja kontemplowaniu ich muzyki i zanurzeniu się w patosie, ale od tego są przecież koncerty Tenhi ;]).
Nie mylę, właśnie o pychę mi chodziło :| Od pewności siebie i obycia ze sceną co prawda do pychy jest niedaleko, jednak imho tę subtelną granicę Mike przekroczył. Dopóki kapela ma świadomość, że jest dobra, ceni swoją muzykę i stara się ją zdrowo promować ze sceny to jest pewność siebie. Ale jeśli zaczyna opowiadać o sobie jak o "lepszych niż cała reszta" nieco tą resztą gardząc [niekoniecznie bezpośrednio, to słychać czasem w sposobie mówienia], to we mnie osobiście budzi to niesmak. Cóż, może to przeszkadzać albo nie, mi trochę psuje wizerunek zespołu :?

vertigo

  • Global Moderathor
  • *
  • Posts: 1328
  • Karma: +7/-0
  • Gender: Male
Odp: Lindgren/Åkesson | Lopez/Axenrot
« Reply #46 on: 2009-08-23, 18:08:54 »
Chłopaki nie bierzecie tego wszystkiego trochę za poważnie? Koncerty Opeth nie odbywają się w filharmonii, a forma muzyki (że o 'imidżu' scenicznym nie wspomnę) jakby trochę odbiega od muzyki poważnej. W przypadku Majka robienie sobie w niewybredny sposób jaj, zarówno z siebie jak i z innych zespołów, jednych śmieszy innych jak widać nie, ale co by o tym nie mówić nie ma to nic wspólnego z pychą. Jest po prostu pewną konwencją przyjętą na potrzeby występu na scenie. Jeżeli Akerfeldt jest na co dzień wyluzowanym, pogodnym kolesiem lubiącym świńskie żarty i rżnięci głupa, to czemu na koncercie miałby stać się kimś innym. Gdyby zgrywał się na mrocznego Szweda z wieczną deprechą to być może jego muzyka nie straciłaby dla was z klimatu, dla mnie natomiast właśnie takie zachowanie byłoby pozą, zalatywało butą i wywyższaniem się. Sorry, nie każdy jest Garmem i kopie groby. :>
« Last Edit: 2009-08-23, 18:11:16 by vertigo »

Milad

  • Posts: 1267
  • Karma: +13/-0
  • Gender: Male
  • Bez gwiazdy nie ma jazdy :V
    • City of Mirrors
Odp: Lindgren/Åkesson | Lopez/Axenrot
« Reply #47 on: 2009-08-23, 18:50:21 »
Toć Garm z pewnością jest miłym facetem o wyglądzie, jak to chyba Kekaj określiła, "Misia" :D, a na koncertach po prostu występuje. Żarty Mikaela w większości mnie śmieszą, bardzo je lubię, są miłym akcentem podczas koncertu, aż żałuję, że na tegorocznym Brutalu nie miał czasu sobie pogadać z publiką. Nie podoba mi się trochę obrana przez chłopaków droga - "opethowy, wypracowany, acz mroczniejszy klimat + przebłyski idoli naszych młodzieńczych lat". Nie mam nic przeciwko Deep Purple, Scorpions i innym, ale Watershed po prostu nie brzmi jak Deliverance, czy nawet Ghost Reveries. Progresja jest wyznacznikiem rocka progresywnego, ale jej kierunek nie zawsze musi przypaść wszystkim do gustu, ot co :); choć zdania nie zmienię, Watershed wciąż jest bardzo dobrym albumem, na którym jednak słychać zmianę dla jednych na dobre, dla innych na złe, suma sumarum dla mnie po prostu zmianę.
No way in from the outside, no way out from within.

Unas

  • Hate, Dominate, Congregate, Eliminate...
  • Global Moderathor
  • *
  • Posts: 3967
  • Karma: +32/-0
  • Gender: Male
  • Zajebisty gawron jest zajebisty
Odp: Lindgren/Åkesson | Lopez/Axenrot
« Reply #48 on: 2009-08-23, 23:34:52 »
Sorry, nie każdy jest Garmem i kopie groby. :>

Że Garm ma jaja wystarczy posłuchać Head Control System. Zresztą panowie sami w wywiadzie mówili, że Daniel robi tam muzykę, a Kristoffer przynosi piwo. Albo, że założyli ten zespół tylko dlatego, że laski go uwielbiają, bo są lepsi od innych. Nie brzmi podobnie? :twisted:
[under construction]

 

lofty-success